Czy jeszcze pamiętamy?
Siadłam wieczorem do komputera, spojrzałam na niego groźnie. Nie lubię tej maszyny, która zamiast serca ma milion rożnych kabelków czy czegoś w tym rodzaju. W dobie rozwoju cywilizacji komputer powinien chyba stać się moim przyjacielem, a ja nadal patrzę na niego niechętnie. Może dlatego, że bardziej fascynujące jest patrzenie, jak biała kartka papieru zapełnia się koślawymi znakami, w kreśleniu których jestem specjalistką, wbrew panującemu powszechnie poglądowi, że dziewczyna musi pisać ładnie. Jak widać, wybryki natury się zdarzają …
Siadłam przy tej warczącej maszynie i chciałam napisać cos wielkiego. Ostatnio epitet „wielki” pasuje mi tylko do Jana Pawła II. Od jego śmierci porusza się wiele problemów, na przykład czy istnieje pokolenie JP2? A może jest to tylko chwilowe zjawisko medialne? Ja też zaczęłam się zastanawiać czy w świecie pełnym przemocy, zjawisk patologicznych, do suchej nitki przesiąkniętym seksem i nowym ideałem kobiecości, znajdzie się miejsce dla młodzieży cicho wykrzykującej „Jan Paweł II!”? Młodych ludzi noszącej w sercach Jego słowa? Jeśli tak dalej pójdzie, to niestety, nie, bo za cicho krzyczymy… Widzę to po sobie i po swoich przyjaciołach, uczniach katolickiej szkoły.
Gdy Jan Paweł II umarł, patrzyłam na salę gimnastyczną mojej szkoły pełną ludzi autentycznie pogrążonych w smutku po stracie Kogoś, kto był nie tylko wielkim Autorytetem, ale także Ojcem. Zrodziła się wtedy nowa szkolna tradycja: po odczytaniu fragmentu Pisma Świętego słuchamy taśmy z nagraniem słów Papieża. Wtedy słuchaliśmy wszyscy. Przynajmniej tak to wyglądało…cicho, w skupieniu. A teraz? Niektórzy po przeciwnych stronach sali robią do siebie głupie miny, ktoś słucha mp3 - pewnie nowy przebój Dody. Nie ma co wierzyć, że ktoś ma to samo nagranie Papieża na odtwarzaczu i założył słuchawki żeby lepiej słyszeć. Reszta myśli o czymś innym, jeżeli w ogóle o czymś myśli... Słuchają, niestety, jednostki…
Czyżbyśmy zapomnieli? Nie, na pewno nie zapomnieliśmy. Jesteśmy w lekkim letargu, pod wpływem środków nasennych, które oferuje im współczesny świat. Czasem budzimy się, gdy zadzwoni przypomnienie i na telefonie wyświetli się napis „ROCZNICA ŚMIERCI PAPIEŻA”. No bo po co pamiętać? Mamy od tego technologię, małe przenośne mózgi…
Siostra Dyrektor jednak dba o to, byśmy nie zapomnieli. I msza była i adoracja była... Zastanawiam się tylko, ile osób by na to poszło, gdyby to było po lekcjach i nie w szkole? Wieczorem zawsze można było pójść pod pomnik do sanktuarium pod gołym niebem jak nazwał to miejsce biskup Andrzej Dzięga. W tym roku ludzi było mniej niż w poprzednim. Jak będzie w przyszłym? A za 10 lat? I czy w tym miejscu będzie młodzież, którą Ojciec Święty tak kochał i którą nazywał „przyszłością i nadzieją świata” ? Czy będą tylko duchowni i staruszki? Chcę wierzyć, że ja przyjdę. Choćbym musiała założyć moherowy beret, to przyjdę.
Ilona Kondrat - III b (kwiecień 2007)